Anty-chrześcijańskie elementy w filmach

Ja Cie kocham a Ty śpisz” – no i właśnie – warto się chyba obudzić i zacząć dostrzegać w niektórych filmach elementy antychrześcijańskie. Ja zaczęłam to zauważać dopiero wówczas, gdy moja wiara pogłębiła się i weszłam w relację osobową z Bogiem. Niejako w sposób naturalny zaczęło mnie razić w filmach to, co obrażało Boga – tego, którego poznałam i pokochałam. Wcześniej nie zauważałam tych elementów – teraz wyostrzył mi się „wzrok”. A poniżej kilka przykładów, które sama wyłuskałam w moim ulubionym filmie. Niestety obecnie jest mi dużo trudniej go oglądać… Być może w ogóle nie będę wracać do niego. 

Treśc filmu jest następująca: „Lucy (Sandra Bullock) sprzedaje bilety w metrze. Codziennie rano siedząc w pracy obserwuje młodego, wyglądającego na bogatego mężczyznę (Peter Gallagher), w którym się po kryjomu podkochuje. Pewnego dnia Lucy ratuje życie swojemu „ukochanemu”, który wpada pod pociąg. Niestety w wyniku wypadku popada w śpiączkę i trafia do szpitala. Tam dziewczyna poznaję rodziców mężczyzny, którzy biorą ją za narzeczoną syna” (źródło: www.filmweb.pl).

Na początek moją uwagę zwróciła postać niejakiego Joe – syna właściciela domu, w którym mieszka główna bohaterka. To młody chłopak, o prostackich obyczajach, wyjątkowo odpychający typ, gruby, ubierający się w podkoszulek na ramiączkach o dużym dekolcie, któremu przy kucaniu spadają spodnie i który jest pod opieką kuratora. I tenże typek ma wyeksponowany na owłosionej piersi krzyżyk i medalik(!). To takie drobne skojarzenie – chrześcijanin = tępota i prostactwo.

Drugi drobny szczegół – w czasie rozmowy Lucy z Saulem okazuje się, że Saul jest ojcem chrzestnym Petera. Jak to możliwe(?) – dziwi się Lucy – przecież Saul jest żydem. Ano według niego można to załatwić z księdzem dając mu jako łapówkę meble…!

W ogóle jest to niestety wyjątkowo poprawny politycznie film – otóż pozytywna główna bohaterka jest wyznania Mojżeszowego, jej szef i przyjaciółka z pracy to murzyni  a rodzina chrześcijańska, mimo, że szczęśliwa, pokazana jest jako niezbyt rozgarnięta – firma, którą prowadzą to skupywanie mebli po zmarłych… Rolę mędrców życiowych pełnią dwaj sędziwi mężczyźni: Saul, żyd i Jerry – czarnoskóry szef Lucy.

Jest też scena w kościele, gdzie w czasie mszy seniorka rodu, Elsie, głośno wyraża zdziwienie w jaki sposób ksiądz prowadzący nabożeństwo został księdzem skoro pali marihuanę?? I w ogóle ona woli, gdy msza jest po łacinie, bo wtedy przynajmniej nic nie rozumie(???!!!).

Posumowując: mądrzy są żydzi i murzyni, chrześcijanie są albo głupi i prostaccy albo niezbyt rozgarnięci. Szkoda, bo scenariusz jest dobry a film pełny ciepła i można go spokojnie oglądać z dziećmi… No, tylko, że trzeba im w czasie wspólnego oglądania koniecznie korygować i tłumaczyć to, co opisałam powyżej, żeby ochronić je przed stereotypami narzuconymi przez producentów filmu… Nie ma też w tym filmie – co jest teraz rzadkością – żadnej postaci homoseksualnej. Za to w kilku moich ulubionych amerykańskich komediach romantycznych z lat 90-tych są. Ale o tym napiszę w inny razem…

Aleksandra Przybysz

(fot. youtube.com)

Grudzień 6th, 2018 przez